4 mld ton soli w trzy tygodnie: jak Morze Północne podniosło Bałtyk o metr
Paweł · 18.10.2026 · Aktualności

W grudniu 2014 roku zachodnie wiatry wepchnęły do Bałtyku około 4 miliardów ton soli, a średni poziom całego morza podniósł się do 26 grudnia o mniej więcej metr. Naukowcy z Instytutu Badań Bałtyku w Warnemünde uznali ten wlew za trzeci najsilniejszy od 1880 roku. Dla dna Bałtyku to był zastrzyk tlenu, na który czekało ponad dziesięć lat.
Najpierw morze opadło o pół metra
Cała historia zaczęła się od wiatru ze wschodu. W listopadzie 2014 roku wiał tak długo, że wypychał wodę z Bałtyku przez cieśniny duńskie i średni poziom morza wyraźnie spadł.
Szwedzka stacja Landsort Norra, która dobrze oddaje średni poziom całego Bałtyku, zanotowała 3 grudnia najniższy stan tamtego roku: 52 cm poniżej normy. Morze było jak częściowo opróżniona wanna. Brakowało tylko kogoś, kto odkręci kran po drugiej stronie.
Żeby zrozumieć, czemu to ważne, trzeba wiedzieć, że Bałtyk stale się wysładza. Rzeki i deszcze dostarczają mu co roku około 550 km³ słodkiej wody, a odparowuje tylko około 100 km³. Nadwyżka spływa przez cieśniny do Morza Północnego. Gdyby nic nie płynęło w drugą stronę, Bałtyk powoli zamieniałby się w wielkie jezioro.
Trzy tygodnie zachodniego wiatru
Ten ktoś przyszedł zaraz potem. Przez kolejne trzy tygodnie silne wiatry z zachodu pchały wodę z Kattegatu przez wąskie przesmyki Wielkiego Bełtu i Sundu prosto do zachodniego Bałtyku.
Do 26 grudnia średni poziom morza podniósł się o około metr. Według IOW to odpowiada mniej więcej 320 km³ wody, która wpłynęła do Bałtyku. Prawie 198 km³ z tego stanowiła woda bardzo słona, a razem z nią przypłynęło około 4 miliardów ton soli.
IOW zestawia ten wlew z historycznymi od 1880 roku. Grudzień 2014 dzieli trzecie miejsce z wlewem z 1913 roku. Większe były tylko wlewy z przełomu 1921 i 1922 roku oraz z 1951 roku.
Dlaczego właśnie zimą
Tak duże wlewy zdarzają się głównie zimą i wczesną wiosną. Potrzebny jest dokładnie ten scenariusz z 2014 roku: najpierw kilka tygodni wiatru ze wschodu, który obniża poziom Bałtyku, potem około miesiąca silnych wiatrów z zachodu, które spiętrzają wodę w Kattegacie i przepychają ją przez cieśniny. Taki układ niżów i wichur to po prostu zimowa pogoda nad północną Europą.
To też tłumaczy, dlaczego takie wydarzenia są rzadkie. IOW pisze, że grudniowy wlew przyszedł po ponad dziesięciu latach przerwy. Poprzedni wyraźny był w styczniu 2003 roku, a ostatni naprawdę duży w styczniu 1993 roku. Pogoda musi się ułożyć we właściwej kolejności i trzymać kurs przez tygodnie.
Jeśli w grudniu staniesz na plaży w Sarbinowie przy mocnym zachodnim wietrze, patrzysz na początek tej samej maszynerii. Fale wtedy biją w brzeg z całą siłą, do wody nikt rozsądny nie wchodzi, więc kąpiel zostaje na nasz basen podgrzewany do 30°C, a morze ogląda się z brzegu.
Słona woda płynie po dnie
Woda z Morza Północnego jest cięższa od bałtyckiej, bo zawiera więcej soli. Dlatego nie miesza się od razu, tylko spływa po dnie jak rzeka pod morzem. W połowie grudnia przy dnie Basenu Arkońskiego, na północ od Rugii, badacze mierzyli wodę o zasoleniu do 26 g/kg.
Potem słona woda wypełniła Głębię Bornholmską, sięgającą 95 m. Od połowy stycznia 2015 roku przelewała się przez Próg Słupski dalej na wschód, w stronę Głębi Gotlandzkiej, gdzie dno leży nawet na 240 m. Po drodze wypychała starą, ubogą w tlen wodę, która zalegała w głębiach od lat.
To nie jest szybka fala, tylko powolny pochód. Ciężka słona woda sunie po dnie w tempie kilku kilometrów na dobę, więc z cieśnin duńskich do środkowego Bałtyku idzie miesiącami. Woda, która wpłynęła w grudniu, dopiero w lutym 2015 roku przechodziła przez Próg Słupski.
Tlen dla martwych głębi
Właśnie o ten tlen chodzi. W głębiach Bałtyku woda prawie się nie miesza, więc tlen przy dnie znika, a tam, gdzie go brakuje, przeżywają tylko bakterie i grzyby. Według danych z 2009 roku takie niedotlenione dno zajmowało przez poprzednie 40 lat średnio około 49 000 km².
Wlewy słonej wody to jedyne naturalne zjawisko, które potrafi dotlenić te głębie. IOW przewidywał, że wlew z 2014 roku zmieni warunki w głębokich wodach z beztlenowych na tlenowe. Efekt nie trwał jednak długo: badania cytowane w Wikipedii mówią, że w 2015 roku nowy tlen w głębiach Bałtyku zużył się w około pół roku, podczas gdy po wlewie z 1993 roku wystarczył na 17 miesięcy.
Jeden wlew to za mało, żeby trwale uzdrowić dno. Potrzebna byłaby seria kilku dużych wlewów po sobie, a tego nikt nie zamówi. Dlatego oceanografowie wypatrują każdej zimy z długim zachodnim wiatrem. Następny wielki wlew najpewniej znowu przyjdzie zimą, bo wtedy pogoda najczęściej potrafi tak mocno rozbujać Bałtyk.
Zimowe morze najlepiej wygląda z plaży, a potem z ciepłej wody: sprawdź Weekend dla dwojga nad morzem w Sarbinowie. Weekend dla dwojga nad morzem.
Źródła: IOW Warnemünde: Baltic inflow of December 2014, Wikipedia: Major Baltic Inflow, Wikipedia: Baltic Sea hypoxia


