Bałtyk ma zakaz na dorsza. Ten w smażalni płynie z Norwegii i Islandii

Paweł · 12.10.2026 · Aktualności

Filet białej ryby z chrupiącą skórką na czarnej soczewicy z zielonym i pomarańczowym sosem.

Dorsz w nadmorskich smażalniach to dziś w przytłaczającej większości ryba atlantycka: duńska, norweska albo islandzka, bo na Bałtyku w 2026 roku nadal obowiązuje zakaz celowych połowów dorsza. Wyjaśniamy, skąd ta ryba przypływa, jak dopytać o jej pochodzenie i co z Bałtyku warto zamówić zamiast niej.

Co dokładnie mówi zakaz na 2026 rok

Zasady na ten rok ustala rozporządzenie Rady UE 2025/2454 z 1 grudnia 2025 roku. Dla obu bałtyckich stad dorsza, wschodniego i zachodniego, dopuszcza ono wyłącznie przyłów, czyli rybę, która przypadkiem trafi do sieci podczas połowu innych gatunków. Połowy ukierunkowane na dorsza są zakazane, a wyjątek dotyczy tylko badań naukowych.

Limity przyłowu są symboliczne. Dla dorsza wschodniobałtyckiego cała Unia ma 430 ton, z czego Polsce przypada 113 ton. Dla stada zachodniego to 266 ton, w tym 31 ton dla Polski. Dla porównania: polska kwota na samą gładzicę wynosi w tym roku 1646 ton.

Skąd tak ostre cięcia? Międzynarodowa Rada Badań Morza (ICES) od 2019 roku zaleca zerowe połowy dorsza wschodniobałtyckiego, a biomasa obu stad jest poniżej poziomu uznawanego za bezpieczny. Wędkarzy obowiązuje osobny zakaz, o którym pisaliśmy w tekście Zakaz na dorsza trwa cały rok: przypadkowo złowionego dorsza trzeba od razu wypuścić.

Skąd więc dorsz na talerzu nad morzem

Odpowiedź daje sama branża. Grzegorz Hałubek, prezes Związku Rybaków Polskich w Ustce, mówił w rozmowie przytoczonej przez Interię, że dorsz w smażalniach na polskim wybrzeżu jest w przytłaczającej większości zagraniczny i atlantycki: duński, norweski lub islandzki. Dodawał też, że import ryby do Polski nie jest tani, co widać na paragonach. W tej samej rozmowie rybak z Darłowa opowiadał, że zezłomował kuter i zszedł na ląd, bo przy obecnych limitach praca na morzu przestała mu się opłacać.

Najbardziej znany dorsz z północy to norweski skrei. To ten sam gatunek co bałtycki dorsz, ale z populacji, która większość życia spędza w zimnym Morzu Barentsa. Zimą ryby wędrują blisko tysiąc kilometrów na tarło przy Lofotach, a sezon połowów trwa mniej więcej od końca stycznia do końca marca. W przeciwieństwie do bałtyckiego to stado rośnie i ma certyfikat zrównoważonych połowów MSC.

Norwegowie pilnują jakości tej ryby. Żeby dorsz mógł nosić nazwę skrei, musi być dorosły, mieć nieuszkodzoną skórę, trafić do opakowania w ciągu 12 godzin od złowienia i leżeć w lodzie w temperaturze od 0 do 4 stopni.

Jak poznać pochodzenie ryby w menu

Tu czeka mała niespodzianka. Wiele osób zakłada, że skoro sklep musi podać obszar połowu, to restauracja też. Według Komisji Europejskiej restauracja podająca gotowe danie z ryby ma obowiązek informować gościa tylko o alergenach. Obszaru połowu nie musi wpisywać do karty, więc brak dopisku „Atlantyk” nie oznacza, że ktoś coś ukrywa.

Najprostszy sposób to zapytać. Lokal dostaje od dostawcy pełną informację o rybie, łącznie z obszarem połowu, więc kelner albo kucharz może to sprawdzić na opakowaniu z hurtowni. W sklepie rybnym tę informację znajdziesz na etykiecie: obszar FAO 27 to północno-wschodni Atlantyk, który obejmuje między innymi wody Norwegii i Islandii.

Warto też patrzeć na samą nazwę. Dorsz atlantycki i czarniak, sprzedawany czasem jako „dorsz czarniak”, to dwie różne ryby o innej konsystencji i smaku. Inspekcja jakości handlowej przypomina, że nazwa ryby w menu powinna być jasna i czytelna.

Bałtyckie zamienniki, które smakują lokalnie

Jeśli zależy Ci na rybie prosto z naszego morza, w karcie szukaj flądry. Polscy rybacy mają w tym roku ponad 1600 ton kwoty na gładzicę, czyli ponad dziesięć razy więcej niż cały polski limit przyłowu dorsza z obu stad. Smażona z masłem i ziemniakami to klasyk, który nad Bałtykiem broni się sam. Najlepiej smakuje zjedzona spokojnie, przy stole, a nie w biegu między plażą a parkingiem.

Drugi wybór to szprot i śledź. Sama kwota Polski na szprota wynosi w 2026 roku 59 300 ton, więc tej ryby Bałtyk ma pod dostatkiem. Świeży śledź z patelni albo wędzony szprot z lokalnej wędzarni to smak, którego w głębi lądu trudno szukać.

Jeśli nocujecie w hotelu Wczasowa 8, restauracja Dobre Smaki działa na miejscu, więc o rybę dnia i jej pochodzenie zapytacie obsługę bez wsiadania do auta.

Od gospodarza

Zakaz połowu dorsza nie oznacza, że nad morzem nie zjecie dobrej ryby. Oznacza tylko, że dorsz przebył dłuższą drogę, a lokalny smak Bałtyku lepiej dziś reprezentują flądra, śledź i szprot. Pytajcie śmiało, skąd jest ryba na talerzu, bo dobra kuchnia chętnie na to odpowie.

Jesień to zresztą dobry czas na taki test smaku: mniej kolejek, spokojniejsze lokale i więcej czasu na rozmowę z kucharzem. Zamówcie raz dorsza, raz flądrę i porównajcie sami, która ryba bardziej smakuje Wam morzem.

Karta, godziny i kolacja bez dojazdu: restauracja Dobre Smaki przy Wczasowej 8.

Źródła: Rozporządzenie Rady (UE) 2025/2454 (EUR-Lex), Interia: Tyle kosztuje dorsz nad Bałtykiem, Komisja Europejska (DG MARE): znakowanie produktów rybnych, Norwegian Arts: 50 shades of skrei, Bezprawnik: kontrola IJHARS w smażalniach

Zobacz też

Czysty klaps filmowy oparty o drewniany pal na pustym molo, w tle latarnia morska Netflix i Canal+ kręciły w Ustce: 3 tytuły na jesienny wieczór Pusta scena amfiteatru nad morzem o zmierzchu, retro mikrofon w ciepłym reflektorze Rodowicz, Jantar i Sośnicka śpiewały w Kołobrzegu. Festiwal, który znał cały PRL Żaglówka na pastelowym Bałtyku, światło załamuje się w geometryczne płaszczyzny błękitu i różu Malarz z Bauhausu przez 12 wakacji malował Mrzeżyno. Jego ślady są w Trzebiatowie