Poznań sprzedaje 250 ton rogali w jeden dzień. Które są prawdziwe?

Paweł · 29.10.2026 · Aktualności

Przełamany rogal świętomarciński z białym makiem na talerzu przy deszczowym oknie

Według szacunków poznańskich cukierników w Dniu Świętego Marcina schodzi około 250 ton rogali, a prawdziwy rogal świętomarciński poznasz po jednym: wypiekła go cukiernia z certyfikatem, bo sama nazwa jest chroniona przez Unię Europejską od 2008 roku. Cała reszta to wypiek „w stylu poznańskim”, który z oryginałem łączy tylko kształt.

250 ton w jeden dzień, 2,5 miliona sztuk w roku

Liczby brzmią jak żart, ale pochodzą od samych rzemieślników. Cech Cukierników i Piekarzy w Poznaniu szacuje, że jego członkowie sprzedają w Dniu Świętego Marcina średnio 250 ton rogali. Przez cały rok to około 500 ton, czyli mniej więcej 2,5 miliona sztuk.

Inny szacunek cukierników, przekazany Polskiej Agencji Prasowej, mówił o 400 tonach zjedzonych w Poznaniu między 9 a 11 listopada. Różnica pokazuje, że to szacunki, a nie wynik liczenia co do sztuki. Jedno się zgadza: w połowie listopada w Poznaniu jada się rogale na potęgę.

Dziś rogal nie znika po 11 listopada. Poznańskie cukiernie wypiekają go przez cały rok, bo popyt robią turyści. Kto nie zdąży w listopadzie, może więc spokojnie spróbować rogala w lutym czy w czerwcu, byle w cukierni z certyfikatem.

Co musi mieć rogal, żeby nazywał się świętomarciński

Nazwa „rogal świętomarciński” trafiła do unijnego rejestru chronionych oznaczeń geograficznych rozporządzeniem Komisji z 30 października 2008 roku. W 2013 roku zatwierdzono drobną zmianę specyfikacji.

Specyfikacja jest konkretna. Ciasto ma być półfrancuskie. Nadzienie robi się z białego maku, z cukrem, orzechami, rodzynkami i kandyzowanymi owocami. Rogal zawija się na kształt podkowy, a masę makową kładzie się między warstwami ciasta. Wierzch dostaje pomadę i rozdrobnione orzechy.

Masa gotowego rogala wynosi od 150 do 250 g. Taki przedział obowiązuje od 2013 roku, wcześniej certyfikowane rogale były wyłącznie duże, od 200 do 250 g.

Ciekawostka dla sporów przy stole: specyfikacja przewiduje ciasto na margarynie. Część cukierni piecze je na maśle, uważając, że jest smaczniejsze. Spór o to w Poznaniu wraca co roku.

W praktyce oznacza to jedno: dwa rogale wyglądające podobnie mogą różnić się składem, masą i miejscem wypieku. Certyfikat jest jedynym pewnym sposobem, żeby się o tym przekonać przed zakupem.

Podróbki z „poznańskim” w nazwie

Prezes Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej Jan Mazurczak mówił w rozmowie z PAP wprost: rogale nazywane poznańskimi, „Saint Martin” albo innymi podobnymi nazwami nie mają z oryginałem nic wspólnego. Podróbki stoją dziś w dobrych cukierniach i w sklepach w całym kraju.

Oryginał kupisz tylko w wielkopolskich cukierniach z certyfikatem. Przyznaje go Kapituła Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, powołana z inicjatywy cechu, Izby Rzemieślniczej i miasta. W 2015 roku certyfikat miały 101 piekarni i cukierni.

Przy wejściu do cukierni warto więc rozejrzeć się za certyfikatem. Jeśli go nie ma, a na szyldzie jest „rogal poznański”, to w najlepszym razie dobry makowy rogal, ale nie ten z listy UE.

Starania o unijną ochronę podjął poznański Cech Cukierników. Dzięki nim nazwa oznacza dziś konkretny wypiek, a nie dowolny rogal z makiem. Sama nazwa na tabliczce niczego nie gwarantuje, liczy się dokument na ścianie cukierni, więc pytaj o niego bez skrępowania.

Od apelu proboszcza do 11 listopada

Najpopularniejsza legenda mówi, że wszystko zaczęło się w listopadzie 1891 roku. Proboszcz parafii świętego Marcina zaapelował do wiernych, żeby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Cukiernik Józef Melzer odpowiedział na apel: bogatym sprzedawał rogale, a biednym rozdawał je za darmo.

Tradycja jest jednak starsza. Najstarsza znana reklama rogala świętomarcińskiego ukazała się w „Dzienniku Poznańskim” w 1860 roku. Sam Mazurczak przypomina, że reklamy w poznańskiej prasie pojawiały się już w połowie XIX wieku.

Idea dzielenia się przetrwała. Od 2007 roku poznańska Caritas rozprowadza rogale i przeznacza pieniądze na cele dobroczynne.

Dziś rogal jest też marketingowym symbolem miasta. Miał pachnące rogalami wiaty przystankowe, występuje na magnesach, świecach zapachowych i znaczku pocztowym, który Poczta Polska wydała w 2017 roku w serii o polskich produktach regionalnych. Według Mazurczaka dla turystów to dziś obowiązkowy punkt programu obok koziołków na wieży ratuszowej.

Jak zjeść rogala w listopadzie, nawet znad morza

Najprościej pojechać do Poznania na 11 listopada, kiedy ulica Święty Marcin żyje rogalami. Na Starym Rynku działa Rogalowe Muzeum Poznania, dziś jedna z najpopularniejszych atrakcji miasta. Sprawdź aktualne godziny na stronie muzeum, zanim ruszysz w drogę.

Można też zrobić odwrotnie i przywieźć rogale nad Bałtyk. U nas domek ma 42 m², dwie sypialnie i aneks, a ogrzewanie działa przez cały rok, więc rogale zjesz do porannej kawy przy szumie morza. Pies dowolnej wielkości płaci 120 zł za cały pobyt.

Kupując rogale, szukaj certyfikatu i pytaj o masę. Prawdziwy waży od 150 do 250 g, więc jeden rogal spokojnie wystarczy na dwie osoby do kawy.

Po rogalach przyda się spacer po jesiennej plaży, a ofertę na taki pobyt znajdziesz tutaj: Bursztynowa jesień nad morzem.

Źródła: Forsal.pl: Poznański rogal ma unijny papier (PAP), Dzieje.pl: Rogal świętomarciński nie konkurent poznańskich koziołków (PAP), Wikipedia: Rogal świętomarciński

Zobacz też

Cienkie plastry wędzonej gęsiej piersi na lnianej ściereczce obok razowego chleba Półgęsek z „Pana Tadeusza”: gęsia pierś, która smakuje jak surowa szynka Ciemna scena z wielkim czerwonym księżycem i sylwetką czarnego kota, widownia od tyłu Mistrz i Małgorzata w Gdyni: 8 wieczorów musicalu od 19 listopada Złocista pieczona gęś na desce, para znad piersi i ziarna owsa na pierwszym planie Gęś owsiana na 11 listopada: Niemcy zablokowały jej unijny znaczek?