Ryba po grecku, której w Grecji nie znają: nazwa wzięła się z sosu

Paweł · 17.09.2026 · Aktualności

Smażona ryba z dodatkami i kieliszek białego wina na stole w restauracji Dobre Smaki

Ryby po grecku w Grecji nie znają, choć u nas stoi na wigilijnym stole od pokoleń. Narodowe Centrum Kultury tłumaczy, skąd wzięła się ta nazwa: nie z greckiego dania, tylko z sosu greckiego, notowanego kiedyś w książkach kucharskich i w słownikach. Poniżej krótka historia jednej z najbardziej polskich potraw o zagranicznym nazwisku, plus praktyczna uwaga o tym, jaką bałtycką rybę warto do niej wziąć.

W Grecji tej potrawy nie znają

Narodowe Centrum Kultury w cyklu o polszczyźnie stawia sprawę krótko: ryba po grecku jest nieznana w Grecji, a jednocześnie należy do tradycyjnych polskich potraw wigilijnych. Nazwę zawdzięcza naszemu postrzeganiu kuchni śródziemnomorskiej, a nie jakiemuś daniu, które ktoś stamtąd przywiózł.

Sama potrawa jest dokładnie tym, na co wygląda. Usmażone kawałki ryby albo filety, chwilę duszone w warzywach: marchwi, pietruszce, selerze i cebuli, z koncentratem pomidorowym, zielem angielskim i liściem laurowym. Podaje się ją na ciepło albo na zimno i ta druga wersja jest u nas równie normalna, co pierwsza.

To rzadki przypadek dania, o którym każdy coś wie, a prawie nikt nie sprawdza, skąd się wzięło. Nazwa robi za paszport, którego potrawa nigdy nie miała, i robi to skutecznie od kilku pokoleń.

Nazwa przyszła od sosu, nie od kraju

W dawnych książkach kucharskich funkcjonował przepis na sos grecki. Był na tyle popularny, że odnotowano go z nazwy również w słownikach, a Narodowe Centrum Kultury przytacza definicję: „W skład sosu greckiego wchodzą pokrajane w długie paski jarzyny, jak marchew, selery, pietruszka i cebula lub tylko marchew i cebula, uduszone w oleju z małą ilością wody”.

Ryba przygotowana w ten sposób wzięła nazwę po prostu od sosu. I na tym kończy się w niej Grecja, bo sam sos także nie odsyła do żadnej konkretnej greckiej potrawy, tylko do stereotypu greckiej kuchni zakorzenionego w naszej kulturze. Nazwa opisuje więc wyobrażenie, nie pochodzenie.

Mechanizm jest ten sam, co przy fasolce po bretońsku czy śledziu po japońsku. Egzotyczny przymiotnik dodawał zwykłemu daniu splendoru w czasach, w których o splendor było trudno, a marchew z cebulą brzmiały mniej odświętnie niż Morze Egejskie.

Technika starsza niż jej nazwa

Duszenie ryby w podsmażonej wcześniej włoszczyźnie z cebulą jest w polskich książkach kucharskich sporo starsze niż grecka etykieta. Encyklopedyczne hasło o tej potrawie odsyła przy nazwie „ryba po żydowsku” do „Kucharki litewskiej” Wincenty Zawadzkiej, wydanej w Wilnie w 1904, oraz do „Uniwersalnej książki kucharskiej” Marii Ochorowicz-Monatowej ze Lwowa z 1926.

Przy nazwie „po grecku” to samo hasło wskazuje przepis dużo młodszy: „Przekąski zimne i gorące” Barbary Bytnerowicz, wydane przez Watrę w 1977. Warzywa są więc przedwojenne, a grecka nazwa jest w tym zestawie najmłodsza.

To dobrze tłumaczy, dlaczego potrawa smakuje tak swojsko. Pod spodem siedzi stara polska szkoła traktowania ryby włoszczyzną, zapisana w książkach kucharskich na długo przed PRL. Śródziemnomorskiego w tym jest tyle, co w liściu laurowym.

Greckie ryby z warzywami istnieją, ale to inne danie

Ryby duszone z warzywami są w kuchni greckiej oczywiście obecne. Encyklopedyczne hasło wskazuje jako zbliżoną potrawę burdeto, do której dodaje się jeszcze słodką paprykę i którą jada się świątecznie przed Paschą.

Podobieństwo kończy się na pomyśle. Regionalny portal Radia Eska opisuje greckie psari plaki jako rybę duszoną z warzywami na blasze i podawaną wyłącznie na ciepło, z pomidorami, bakłażanem i cukinią w tle. U nas jest patelnia, włoszczyzna i półmisek, który równie dobrze wjeżdża na stół prosto z lodówki.

Inaczej mówiąc: gdyby ktoś zamówił w Atenach rybę po grecku, dostałby uprzejme spojrzenie i pytanie, o co dokładnie chodzi. Potrawa jest polska od pierwszego do ostatniego składnika, tylko z nazwiskiem pożyczonym z folderu biura podróży.

Jaką bałtycką rybę do niej wziąć

Przepis nie narzuca gatunku, więc wybór jest praktyczny: potrzebna jest ryba o zwartym mięsie, która nie rozejdzie się pod warzywami. Nad Bałtykiem najbardziej oczywista jest flądra, czyli stornia, ceniona w rybołówstwie i mająca w naszym morzu własny podgatunek opisywany jako stornia bałtycka. Trze się wiosną, między marcem a majem, więc jesienią ma to dawno za sobą. Stornia trzyma się dna, dorasta przeciętnie do pół metra i po Bałtyku pływa dosłownie pod naszą plażą.

Z dorszem sprawa jest bardziej skomplikowana. Komisja Europejska wstrzymała połowy wschodniego stada dorsza bałtyckiego 23 lipca 2019, a od 2020 roku celowe łowienie dorsza na Bałtyku jest zakazane i ministrowie przedłużyli ten zakaz również na rok 2026; w sieciach wolno zatrzymać tylko niewielki przyłów. Dorsz w sklepie i w restauracji bywa dziś rybą z zupełnie innego akwenu, a flądra pozostaje najprostszym bałtyckim wyborem do tego dania.

Gość hotelu Wczasowa 8 ma o tyle łatwiej, że po rybę nie musi nigdzie jechać, bo restauracja stoi na miejscu, a flądra jest w karcie. Wrześniowa i październikowa plaża w Sarbinowie jest pusta, wiatr wieje od wody, a ciepły talerz ryby z warzywami broni się wtedy lepiej niż niejedna atrakcja.

Kartę dań z flądrą i dorszem ma na miejscu w Sarbinowie hotelowa restauracja.

Źródła: Narodowe Centrum Kultury, Ojczysty dodaj do ulubionych: RYBA po GRECKU, Wikipedia: Ryba po grecku (definicja, bibliografia, burdeto), Radio Eska: skąd wzięła się ryba po grecku i czym różni się od psari plaki, Dzień Dobry TVN: ryba po grecku to potrawa polska, Grecy jej nie znają, Wikipedia: Stornia (flądra), Wikipedia: Dorsz atlantycki i bałtycki, zakaz połowów od 2019, GospodarkaMorska.pl: kwoty połowowe na Bałtyku na 2026 rok, zakaz połowu dorsza utrzymany, Karta restauracji Dobre Smaki

Zobacz też

Kobieta z dzieckiem w zimowych kurtkach idą brzegiem morza w Sarbinowie Południowy Bałtyk nie zamarzł od 1900 roku, choć ma pięć razy mniej soli niż ocean Dziecko z czerwoną łopatką na pustej plaży w Sarbinowie 5 rzeczy, które na plaży w Sarbinowie zrobisz jesienią, a latem nie Fale przy brzegu Bałtyku w Sarbinowie w świetle zachodzącego słońca Najwyższa fala na Bałtyku miała 14 metrów: jak ocenić tę z plaży w Sarbinowie