Skąd Bałtyk się wziął: 5 wcieleń w 12 tysięcy lat, a Sarbinowo leżało pod lodem
Paweł · 20.09.2026 · Aktualności

Woda, na którą patrzysz z plaży w Sarbinowie, jest bardzo młoda: jako morze Bałtyk liczy około dwunastu tysięcy lat i w tym czasie przeszedł przez pięć wcieleń: dwa jeziora i trzy morza. Był kolejno jeziorem, morzem, znów jeziorem i znów morzem, zanim przybrał dzisiejszą postać. A jeszcze wcześniej, kiedy nie było tu ani plaży, ani wydmy, całą okolicę przykrywał lądolód skandynawski.
Najpierw był lód, i to dokładnie tutaj
Około dwudziestu dwóch do dwudziestu tysięcy lat temu lądolód ostatniego zlodowacenia sięgał w Europie Środkowej mniej więcej równoleżnika dzisiejszego Leszna. Potem zaczął się cofać, ale robił to skokami: zatrzymywał się na dłużej i usypywał przed sobą wały moren czołowych, które do dziś układają się w czytelne ciągi wzgórz.
Jeden z takich postojów, faza pomorska sprzed około szesnastu tysięcy lat, zostawił ciąg moren biegnący przez okolice Myśliborza, Choszczna, Drawska Pomorskiego, Miastka i Bytowa. To linia na południe od Koszalina, a skoro lód leżał po jej północnej stronie, miejsce, w którym dziś stoi Sarbinowo, było wtedy przykryte lądolodem.
Ostatni postój lodu na terenie Polski zostawił moreny między Darłowem a jeziorem Gardno, około czternastu tysięcy lat temu. Nasze wybrzeże wyszło więc spod lądolodu gdzieś między szesnastoma a czternastoma tysiącami lat wstecz. Kolejne postoje czoła lodowca wypadły już na obszarze, który dziś zalewa Bałtyk: Ławica Słupska i Południowa Ławica Środkowa.
Bałtyckie Jezioro Lodowe: słodka woda za lodową tamą
Kiedy czoło lądolodu zatrzymało się na północny wschód od Bornholmu, przed nim zebrała się woda z topniejącego lodu. Tak powstało Bałtyckie Jezioro Lodowe, pierwszy etap w historii Bałtyku, datowany zwykle na okres od dwunastu do dziesięciu tysięcy lat temu. Część badaczy przesuwa jego początek nawet do czternastu tysięcy lat wstecz, więc te liczby warto czytać jako przedziały, nie jako punkty na osi.
Było to jezioro słodkowodne o poziomie wody znacznie niższym niż dzisiejszy poziom Bałtyku i zajmowało tylko część obecnej misy morskiej. Jego północnym brzegiem był sam lądolód, czyli ściana lodu zamiast plaży. Na zachodzie prawdopodobnie istniało wąskie połączenie z Morzem Północnym, ale zbyt słabe, żeby zasolić cały zbiornik.
Yoldia i Ancylus: raz słono, raz słodko
Około dziesięciu tysięcy lat temu poziomy obu zbiorników się wyrównały, połączenie z Morzem Północnym stało się drożne i jezioro zmieniło status na morze. Nazwano je Morzem Yoldiowym, od arktycznego małża Portlandia arctica, opisywanego dawniej jako Yoldia arctica. Ten etap był krótki i trwał mniej więcej do dziewięciu tysięcy lat temu.
Potem zadziałał mechanizm, który dla Bałtyku stał się regułą: podnoszenie się lądu. Skandynawia, przez tysiąclecia dociskana ciężarem lodu, po jego zniknięciu zaczęła się unosić i zamknęła połączenie ze słoną wodą. Morze znów zamieniło się w jezioro, tym razem Ancylusowe, nazwane od słodkowodnego ślimaka Ancylus. Trwało od około dziewięciu do około ośmiu tysięcy lat temu, a jego poziom regulowały odpływy w Szwecji i Danii.
Morze Litorynowe: najcieplejszy rozdział i zatoka, z której zostało Jamno
Około ośmiu i pół tysiąca lat temu poziom wód podniósł się na tyle, że Jezioro Ancylusowe znów połączyło się z Morzem Północnym. Słona woda ruszyła do środka, zasolenie wzrosło, a razem z nim pojawiła się fauna słonowodna, w tym pobrzeżka Littorina littorea, ślimak, od którego wzięła się nazwa Morza Litorynowego.
To był najcieplejszy okres w całej historii Bałtyku. Woda u południowych brzegów miała wtedy o dwa do trzech stopni więcej niż dzisiaj, a morze zajęło większą powierzchnię niż wcześniej. Na jego dnie do dziś leżą doliny i torfowiska, które wtedy znalazły się pod wodą.
Ślad tego mechanizmu mamy tuż obok. Jezioro Jamno pod Mielnem powstało z dawnej zatoki morskiej, którą z czasem odciął od morza piaszczysty wał mierzei. Tak właśnie robi się jezioro przybrzeżne: morze najpierw wchodzi w ląd, a potem samo się od niego odgradza.
Morze Mya: to, po którym dziś chodzimy brzegiem
Około czterech tysięcy lat temu skorupa ziemska, odciążona po zniknięciu lodu, uniosła się na tyle, że cieśniny duńskie wyraźnie się zwęziły. Dopływ słonej wody z Morza Północnego zmalał, zasolenie spadło i takie słonawe morze mamy do dziś: średnio około siedmiu promili, czyli wielokrotnie mniej niż w otwartym oceanie.
Obecny etap nosi nazwę Morza Mya, od małża Mya arenaria, i jest w tym pewien paradoks: stadium zaczęło się dużo wcześniej niż jego patron. Małż dotarł do Bałtyku dopiero około roku tysięcznego, zawleczony z Ameryki Północnej na łodziach wikińskich, i po prostu użyczył nazwy czemuś, co trwało już od dawna.
Praktyczny wniosek z tych dwunastu tysięcy lat jest taki, że nawet w swoim najcieplejszym wcieleniu Bałtyk był cieplejszy od dzisiejszego zaledwie o dwa, trzy stopnie. Dlatego u nas po spacerze brzegiem czeka woda w basenie podgrzana do 30°C, i to niezależnie od pory roku.
Na koniec jeszcze jedna warstwa czasu. Misa, w której rozegrały się wszystkie te przemiany, jest starsza od samego morza: badacze wiążą ją prawdopodobnie z doliną hipotetycznej eoceńskiej rzeki Eridan, płynącej tędy na długo przed pierwszym lodem.
Morze miało pięć wcieleń, a u nas ciepła woda jest stała przez okrągły rok. Apartamenty z basenem 30°C.
Źródła: Morze Bałtyckie: etapy rozwoju, zasolenie, geneza misy, Zlodowacenie północnopolskie: fazy postojowe lądolodu, Faza pomorska: przebieg ciągu moren czołowych, Bałtyckie Jezioro Lodowe, Morze Yoldiowe, Jezioro Ancylusowe, Morze Litorynowe i przejście do Morza Mya, Jamno: jezioro przybrzeżne odcięte mierzeją


